Podsumowanie Lata

Ten rok był dla Naszego rancza dosyć przełomowy… Niby zwykłe ale zarazem niezwykłe Nasze gospodarstwo zaczeło budzić zainteresowaniem coraz większego grona dzieci i nie tylko dzieci…

Pierwszym naszym spotkaniem juz kilka lat temu były odwiedzające Nas dzieci z Domu dziecka i w tym roku zapowiadając swoje przybycie zainspirowaliśmy się wspólnie do umilenia im pobytu u Nas i zaproponowaliśmy ich wkład w NAS czyli malowanie stajni i zajęcia z końmi. Niestety nie mogę wrzucić zdjęcia z tego spotkania a spotkanie było naprawdę mega wyczynem i nie tylko dla Nas ale i dla Naszych zwierząt…

Spędzilismy ten czas super obficie obładowani zajęciami a konie ruszyły zadki do pracy na lonżowniku odwdzięczając się dzieciakom za nowe bialutkie ściany w boxach i w całej stajni.

Był to też początek Naszej wspaniale zapowiadającej się współpracy z Panią Dorotką, ktOra jako instruktor jazdy konnej prowadziła dla tych dzieci i dla Nas samych zajęcia.   IMG_1622

Po wakacjach została nam gromadka 11 dzieciaków ,które regularnie korzystają i z Naszej gościnności i z nauki Pani Doroty . Konie za to z leniwców padokowych przeobrażają się w konie szkółkowe wykorzystywane przede wszystkim do pracy z najmłodszymi czyli dziećmi.

Mamy u siebie nawet dwie 4 -latki i dwóch chłopców coraz ambitniej angażujących się w sport jakim jest jeździectwo.   Mam cichą nadzieję że nie tylko grono pozostanie z Nami ale przybędzie Nam tutaj kolejnych nowych milośników końskiego sportu oraz chętnych do przebywania razem z Nami na Ranczo ,,pasja,,IMG_1631

 

IMG_1603IMG_1677

Jesień na Ranczo

Nic dodać nic ująć ale jednak to najpiekniejsza pora roku jaką można doświadczać zachwycając się barwami natury i w tym roku mimo już prawie połowy października nadal ciepłym powietrzem i słońcem.

Wrzucam kilka zdjęć zrobionych dziś kiedy to spacerkiem przemierzałam najbliższą okolicę domu…    No cóż.. aby się o tym przekonać jak jest w rzeczywistości trzeba Nas poprostu odwiedzić 😉

IMG_1834IMG_1837IMG_1853IMG_1857

Historia Rancza

Miejsce to ma swój wyjątkowy urok a jego początki sięgają tak odległych lat , że ciężko jest w historii odnaleźć prawdziwą datę powstania tego miejsca, ponieważ cała dokumentacja spłoneła albo podczas wojny albo zaraz po jej zakończeniu.

W rodzinie mojego męża ta ziemia jest od 1945 roku kiedy to wraz z rodziną dziadek otrzymał to gospodarstwo aktem nadania od Państwa Polskiego. 777-54

Z tamtego czasu nadal zachowała się obora i stajnia w orginalnych murach po małych modyfikacjach przeprowadzonych przez wujka oraz studnie i fundamenty starego domostwa. IMG_1868

Do Nas czyli do mnie i mojego męża oraz dzieci gospodarstwo to należy od 2002 roku a mieszkamy tu od 2006.

Od samego początku chciałam tu stworzyć miejsce, w którym naprawdę będzie można odpocząć od świata zewnętrznego i miasta, w którym ja osobiście wychowałam się od dziecka.

Zawsze miałam ogromną słabość do zwierząt, które zresztą lgneły do mnie od kiedy pamiętach i naprawdę ubóstwiałam kwiaty….

Nim dobrze zadomowiłam się tutaj każdą chwilę spędzałam w moim ogrodzie, który pierwotnie powstał za starym domem w połączeniu z sadem a  który w chwili obecnej znajduje się 150 metrów dalej tuż pod moim obecnym domem.

Od ogrodu się zaczeło a Nasze pierwsze doświadczenia ze zwierzętami nie należały do łatwych ( kłopoty z lisem i jastrzębiem)

Dziś jednak to gospodarstwo troszkę inne niż większość rolniczych zabudowań otaczających naszą wieś , ukryte w lasach zdala od sąsiedzkich zabudowań jest miejscem gdzie kilka gatunków zwierząt znalazło swój dom i dożywotnią możliwość cieszenia się życiem . Sporo Naszych milusińskich jest adoptowana i przygarnięta pod Nasz dach i już w chwili obecnej to miejsce bez zwierząt  było by poprostu puste i ,,niepełne,, . IMG_6530

Wszystkie zwierzaki są oswojone , przyjacielsko nastawione do ludzi i siebie nawzajem i to od samego początku było dla mnie ,,myślą przewodnią,, . Moja najmłodsza córeczka oraz wnuczka jak i ja uwielbia tulić do siebie każdego czworo i dwu noga 😉 jaki biega u Nas po łące i podworku. Tak więc i z kogutem u Nas można porozmawiać w ,,cztery oczy,, 😀 bez strachu jakiegokolwiek ataku czy objawu agresji.

Kiedy coraz więcej i coraz częściej zaczeły odwiedzać Nas dzieci z domu dziecka oraz dzieci z trójmiasta traktując Nasze miejsce jako niesamowitą możliwość pobycia ze zwierzętami, powstał pomysł stworzenia miejsca agroturystycznego ( zagrody ) umożliwiającego właśnie obcowanie ze zwierzętami gospodarskimi.

Po wycieczce szkolnej pewnej klasy z Gdańska w czerwcu tego roku ranczo otrzymało swoją nazwę oraz ,,zaistniało,, jako obiekt możliwy do zwiedzania – relacja foto i filmowa z tego zdarzenia już wkrórce 😀 na tej stronce.

Na co dzień jesteśmy rolnikami , którzy troszkę inaczej traktują swoje zwierzęta .Są częścią Naszej ziemi oraz w dużej mierze po prostu przyjaciółmi. Zupełnie inaczej takie zwierzęta się chowają – jakby wiedząc że ich przeznaczenie u Nas jest po prostu ,,być,, i  żyć z Nami.

Na dzień dzisiejszy na Naszym ranczo są owce , kozy , konie , kaczki , świnki, kury … oraz psy i koty. Dołączyły do Nas także Alapki- Julka, Malina oraz Sosenek

_MG_2976_MG_2982_MG_3188

Co do samego Rancza ,,pasja,, i pomysłu takiej nazwy 😀 > myślę , że mogę tutaj otwarcie napisać że mój mąż oraz ja sama jesteśmy zwolennikami naturalnej pracy z końmi . Pomysł narodził się wraz z drugim Naszym adoptowanym koniem i chęcią nie tylko nauczenia się pracy z końmi ale także odnalezienia porozumienia pomiedzy człowiekiem a tym zwierzęciem. Konie od samego początku do tej chwili pełnią dla Nas główną rolę na tym gospodarstwie.  Męża zawsze fascynowała zwinność konia , jazda western oraz praca przy zaganianiu bydła .

Uważałam że ,,ranczo,, jest jak najbardziej jako nazwa adekwantna do tego czym się zajmujemy na co dzień i jaką prace w to gospodarstwo wkładamy -a ,,pasja,, ? – bo wszystko co tu robimy jest Naszą pasją …..

_MG_5542

WSPOMNIENIE… Z PRZED 11 LAT

Dziś rano, kiedy stałam przy bramie patrząc na konie, przypomniałam sobie pewne zdarzenie z przed kilku laty, o którym właśnie teraz chciała bym napisać.

IMAG0911

Jechałam samochodem już ze wsi polną drogą w kierunku domu.  Dokładnie tą drogą ze zdjęcia. Przed oczami pojawiła mi się nagle wizja dwóch karych koni ciągnąca sanie po śniegu. Było to tak niesamowite, że uśmiechłam się do siebie.

Uśmiechnełam się czując ciepło w sercu, ponieważ to właśnie ja siedziałam w tych saniach trzymając lejce w dłoniach.

Zawsze od kiedy pamiętam czyli od dzieciństwa, marzyłam mieć pięknego karego konia.  A  tu w tej wizji pojawiły się do tego dwa piękne kare konie z bujnymi grzywami.

To były czasy, kiedy to mieszkaliśmy na tej ziemi, gdzie teraz jest nasze ,,ranczo,, , dopiero z jakiś niecały rok.

Nie było tu ani koni ani planów związanych z jakimkolwiek gospodarstwem agroturystycznym.

Po kilku latach jednak zaczeły pojawiać się konie.

Najpierw srokaty. Potem gniady jeden, ciemnogniady drugi i trzeci  rudy. Bywały różne, ale żaden nie był kary.

Zawsze śmiałam się do siebie mówiąc, że ta kolorystyka to tylko dlatego, że tak naprawdę nie jestem zdecydowana jakiego tak naprawdę chcę mieć konia 😉

Dwa lata temu na niedalekich polach u pewnego znajomego rolnika wraz z końmi zimnokrtwistymi chodziła sobie niespełna 1.5 roczna fryzia (Jaskra)- teraz nasza Savana.

Wypłosz jak nic ale skradła mi serce. Miała w sobie to coś co nie pozwoliło mi spokojnie przejść obok tego konia bez jakichkolwiek emocji.

Aby zdobyć pieniądze na kupno tego konia musiałam sprzedać swoją ulubioną krowę rasy Jersey.

Poszła w dobre ręce do gospodarstwa dbającego o zwierzęta z przeznaczeniem do dalszej hodowli a fryzię zapakowaną do przyczepy przywiozłam do domu.

Wyrosła mi z wypłosza na śliczną klacz. I tak kary do Nas dołączył._MG_3408

Niedługo po tym jak kupiłam Savanę kolega zabrał mnie do znajomego aby pokazać mi zakopne pod stertą przeróżnych klamotów – sanie.

Oczywiście od chwili kiedy je zobaczyłam, zaczełam zawzięcie zbierać pieniażki aby je wykupić.

Sanie cudo robione na zamówienie. Czarne, dębowe, wyściełane czerwoną skają z ozdobnymi pinezkami. Po bokach uchwyty na pochodnie….

Potem za jakieś grosze kupiłam pasującą kolorem uprzaż homontową 😀 ale fryzki nie zaprzęgałam do dnia dzisiejszego..

Dostałam też stare zabytkowe jańczary.. ehhh

Do sań potrzeba niestety dwóch koni, bo te piekne dębowe sanie są ciężkie. A i dyszołek jest na dwa konie.

Nic…. Czas leci…

Sanie od dwóch lat pod plandeką przykryte i nic sie nie dzieje.

Znowu zima, piekny śnieg i smutek, że nie mogę nigdzie pojechać ponieważ nie mam koni do tego zaprzęgu. Cieżko jest kupić drugiego konia mając na utrzymaniu tyle końskich ogonów do wykarmienia. Jednak powiedziałam sobie, że drugiego karego fryza będę mieć na pewno.

I tu zaczyna się coś, co można nazwać urealnieniem marzeń i wizji. Urealnieniem wypowiedzianych słów i podjętych decyzji.

Koleżanka ratuje konia od śmierci głodowej. Klacz z super pochodzeniem, tytuł Ster i Holenderskie papiery.

Klacz traci ,,po drodze,, ciążę w wyniku zaniedbania poprzedniej właścicielki .

Siłą odkupiona od osoby, która doprowadziła konia do tego stanu.

Ale się udaje.

Wspieram koleżankę słowami w tym czynie bo wiem, że każde końskie życie jest warte poświęcenia. Z jednej strony jestem dumna, że zdobyła się na taki gest a z drugiej zamarzyło mi się też takiego konia do siebie przygarnąć.

Mija pięć miesięcy i dostaje wiadomość, że mam jak najszybciej przyjezdzać i tą klaczkę zabierać do siebie. Klacz jest zachwalana, że to super koń i spełni na pewno moje marzenia o ślicznym źrebaku. Znajoma zrobiła dla niej wszystko co mogła dorowadzając konia do pełnych sił.

Waham się tydzień i wsiadam w końcu do samochodu, podczepiam przyczepę i jadę po konia. Jak można stanąć na przekór tego, co się samemu chciało otrzymać od losu.

Klaczka jeszcze z matową sierścią ale już w ogóle nie widać tego, ze była tak zaniedbana. Masa miłości i wiary w wyciągnięcie tego konia z takiego stanu dzieki mojej koleżance i jej weterynarza. Gdybym nie miała jej zdjęć z dnia przyjazdu do jej stajni (pażdziernik) to bym nie uwierzyła, że była tak bliska śmierci.

I kiedy dziś stałam pod stajenką patrząc na dwa kare piękne fryzy, przypomniałam sobie o tej wizji z przed tych 11 lat. IMAG1204

Warto marzyć…. warto skupić sie, zatrzymać choć na chwilę na wizji pojwiającej się przed oczami. Naprawdę warto…

Nawet jak jest to coś nierealnego, bo w danej chwili brak nam pieniędzy czy warunków do tego aby mogło to zaistnieć w Naszym życiu. Warto, bo któregoś dnia może okazać się  to rzeczywistą codziennością naszego życia.

Zima już się skończyła… ale sanie czekają na kolejną zimę i podpięcie do nich dwóch pięknych karych koni z bujnymi grzywami 😉 Jeszcze muszę zregenerować janczary aby zaprzęg ten był jak najbardziej wymarzonym , cudownym kuligiem na jakim będę…