Historie naszych koni

Aprilla 

Jest to klacz w połowie American Quarter Horse a w połowie małopolska.

Takiej mieszanki u Nas jeszcze nie było ale los chciał, aby Api do Nas też dołączyła. Jest to klacz z Rao jak Silvanka. Niewiele od niej wyższa i równie spokojna pod siodłem jak jej koleżanka. Z tym że o kilka lat młodsza.

Api urodzona i wychowana w stajni western, super zajeżdzona, siwa przyjazna klacz, trafiła w ręce dzieci – Nastusi i Aurelki.

 

Na samym początku myslałam, że będzie sprawiać nam kłopoty z racji strasznie pobudzonego charakteru. Jednak okazało się, że przyczyna w jej niestabilności emocjonalnej leży zupełnie gdzie indziej i dziś jest to równie spokojny i kochany koń jak Silvana.

Mimo wszystko stado jest dla koni naprawdę bardzo ważne.  Tak samo jak dobrze dopasowany sprzęt. Kiedy ten warunek jest ograniczony, konie stwarzają nam dużo wiecej kłopotu niż powinny.. Stres dla obu stron.

Tiete”R

Co tu dużo mówić.. Koń, który chyba najwięcej w życiu przeszedł..

Nigdy nie widziałam konia w tak opłakanym stanie jak Tiete w dniu wykupu tej klaczy z rąk ,,,hodowcy,,, , rzekomo bardzo dbającej o dobrostan koni.. Nie ja ją wykupowałam o moja bliska znajoma, która włożyła swoje całe serce wraz ze swoim weterynarzem, na ratowanie tej klaczy od śmierci głodowej. W konsekwencji czego, klacz porzuciła 4 miesięczny płód aby podnieść się ze stanu w którym była.

W lutym 2018 roku trafiła do mnie. Już odkarmiona. Niestety jak tylko śniegi stopniały to klacz straciła prawie całą sierść pokazując taki stan grzybicy jakiej w życiu na oczy nie widziałam.

Na dzień dzisiejszy, a mamy wrzesień, klacz już jest w bardzo dobrej kondycji i fizycznej i psychicznej. Wraz z Naszą Savaną tworzą parę tak zżytych koni, że aż trudno uwierzyć. Jedna ma 4 lata a druga lat 20-ścia.

Powoli zaczyna być u Nas ciasno 😉

SILVANKA MALUTKA

 

Cudowny koń …. miłość mojego dziecka 😀 Prezent …

 

Silvanka- koń pracujący w sporcie 14 lat.

Trafiła do Nas po tym, jak zamieściłam ogłoszenie o chęci przygarnięcia konia profesora dla córki.

Miałam spore obawy, ponieważ Silvanka jest klaczą z Rao. Ale obawy znikły po kilku dniach pobytu tego konia z Nami…

Nigdy nie widziałam konia, który by tak reagował skruchą na widok dziecka. Deutsche Reintpony.

SAVANA I KURORT

Te konie zawsze budziły we mnie zachwyt. Mowa oczywiście o koniach fryzyjskich. Ich majestat i piękno zapierający dech w piersiach.

Zresztą jak chyba większości i moim marzeniem było mieć kiedyś karego konia. Takiego z gwiazdą na czole jak czarny książę.

Któregoś październikowego popołudnia dostałam telefon od znajomego rolnika ze wsi , że jego znajomy ma na sprzedaż fryzkę.

Oczywiście ,że nie dla mnie 😉 bo ja nie za bardzo mam pieniądze, a dwa nie za bardzo mam miejsce ;)!!.  Czekaliśmy do tego na przyjazd Kurorta z Warszawy i box obok Silvany był już szykowany pod niego. ( Kurort 17 letni wałach wielkopolski – adopcja)

W końcu Kurort do nas dotarł i chyba bardzo spodobał mu się box i przyległy do niego padoczek. Wyciszony i ze spokojem zabrał się za pałaszowanie siana nie zwracając większej uwagi na koleżankę z boxu obok ani na swoją panią, która właśnie pakowała się w drogę powrotną do domu.

Nie wiem w ogóle, dlaczego tego dnia wsiadłam do samochodu dzwoni wszy do znajomego, aby podjechał ze mną zobaczyć tą fryzkę. Jakbym miała mało atrakcji związanych z nowym przybyłym i stadem ,które muszę oporządzać każdego dnia.

Fryzka jak fryzka – niczego sobie wypłosz mający 1,5 roku . Emanowała spokojem i zaufaniem do człowieka .A tak po za tym nic specjalnego.

Po tamtym weekendzie, kiedy dołączył do Nas Kurort,  pojechałam po fryzkę.

Nie mogłam przestać o niej myśleć a telefon od jej właściciela czy jestem zainteresowana młodą czy mają ją zabrać we wtorek na targ, przeciągną szalę już na jedną stronę.  Świadomość że trafi do handlarzy i może w ręce człowieka, który już nie będzie dla niej taki jak ten u którego jest- była zbyt silna.

Pojechałam i kupiłam.

Kurort po półtprej roku trafił do stajni Kamili, która od dnia jego przyjazdu opiekowała się nim i opłacała jego pobyt u Nas na ranczo.

Mieszka nieopodal Nas 😀

SENDAI

Cudowna klacz pełnej krwi angielskiej z bardzo dobrym pochodzeniem trafiła do Nas w listopadzie 2012 roku . To koń który zamknął w chwili obecnej nasze stadko koni adoptowanych .

Jest to śliczna kasztanowata klacz, która trafiła do Nas jako 9 letnia kobyłka ze stajni westernowej w Warszawie. Była tam od roku w dzierżawie.

Klaczka super ujeżdżona , spokojna i bardzo dobrze wychowana . Ma widoczne skrzywienie zadu po wypadku. Miała wtedy chyb około 2 lat. Dowiedziałam się, że wypadek wydarzył się podczas pakowania młodych koni do przyczepy, skąd miały jechać na Służewiec.  Czasem widać ,że czuje ból i dyskomfort z powodu tamtego zdarzenia i pewnie w przyszłości trzeba będzie odstawić ją od siodła . Na tą chwilę ma nawet za mało u Nas ruchu pod siodłem ale całe dnie na łące dobrze wpływają na jej zadnie kończyny. Niestety zbyt mało ruchu wpływa na pojawiające się opoje tylnych nóg.

Ma u Nas ciepły kochający kont i jest z Nami już na stałe… Bardzo lubi dzieci. Kruszeje przy nich i staje się bardzo czujna i delikatna. Kocham ją za to. To wyjątkowy koń.

 

AMETYST

Przyjechał do Nas 13 stycznia z pod Warszawskiej sportowej stajni jako koń po kontuzji stawu pęcinowego . Był ogierem z dosyć widoczną kulawizną – miał problem z poruszaniem się i ledwo chodził na przednie nogi.

Od pierwszej chwili kiedy go zobaczyłam wiedziałam że jest to – mój koń.. i moim koniem jest do teraz. Ja na nim jeżdzę i ja z nim pracuję.

Jest szefem stada ale nie wypracował tego poprzez dominację ale postawę i pewność siebie.

Jest ze wszystkich koni najbardziej szanujący nie tylko człowieka ale także każde inne zwierzę. To piękny

ciemnogniady traken o niezwykłej urodzie oraz z niezwykłym charakterem.

Jest bardzo inteligentny i jest dowodem na to, że konie potrafią bardzo dobrze rozumieć co się do nich mówi i o co je prosi.

Miał być koniem do dużego sportu ale wygląda na to ,że człowiek wymagał od niego więcej niz ona sam był w stanie pokonać .

Myślę ,że powodem też mogło być złe struganie jego przednich kopyt co poczyniło zmiany zwyrodnieniowe w stawach pęcinowych i niestety – nawracającą się kulawiznę.

Podejrzewam też trzeszki kopytowe. Był dosyć młodym koniem, bo miał zaledwie 6 lat jak do mnie przyjechał. W treningu był ponoć 3 lata. Szkoda że te 3 lata sprawiły ,że do końca swojego życia będzie odczuwał ból i miał kłopoty z poruszaniem się .

Dziś jest koniem całe dnie spędzającym na łące i od czasu do czasu chodzącym pod siodłem dla ruchu. W jego przypadku jest to bardzo ważne .Niestety często zdarza się, że po prostu kuleje a ja nie mam sumienia wymagać od niego większej aktywności niż właśnie pasienie się na łące. I tak pewnie też zostanie – jako człapak łąkowy.

Jest czasem pierwszy chętny do pracy i wyjazdu w teren pod siodłem 😀 ale zdrowotnie niestety najbardziej z koni cierpiący…

HAGRID

 

Historia Hagusia jest tak niesamowita, że sama do tej pory jak ją sobie przypominam, brzmi dla mnie jak ,,bajka,,. Jest aż niewiarygodna z zaistniałej całej sytuacji jaka poprzedzała jego przybycie do Nas.

Zawsze gdzieś we mnie trwało przypuszczenie , że tak naprawdę ze skromnością swoich dochodów, nie za bardzo mogę pozwolić sobie na to aby kupić konia sportowego… Moim marzeniem było mieć takiego szczuplutkiego i ze szlachetnym wyglądem .

Z takim przekonaniem trwałam do chwili , kiedy nie przywiozłam do siebie tego konia z pod pewnej poznańskiej stajni.

Nawet już nie pamiętam kiedy dałam ogłoszenie w Internecie, że przyjmę  i zaopiekuję się koniem.  Nie pamiętam nawet na jakim portalu.

Z dniem, kiedy już zmęczona ilością telefonów , bo było ich naprawdę ponad kilkanaście z ofertami, a wszystkie w odpowiedzi na moje ogłoszenie z wygórowanymi wymaganiami oraz  wytycznymi  od ludzi, oddających konie. Poddałam się uważając ,że ludzie, którzy tak naprawdę dzwoniąc do mnie wymagają ode mnie tego, czego sami wymagać od siebie nie potrafią. Odpuściłam..

Wtedy odezwała się do mnie kobieta, której na początku powiedziałam stanowczo, że to już raczej nieaktualne. Ale nalegając poprosiła mnie o wysłuchanie chociaż tego, co ma do powiedzienia oraz wysłuchania historii jej konia..

Tak zaczęłyśmy ze sobą korespondować i dzwonić do siebie regularnie.

Opowieść tej klaczy była naprawdę ujmująca. Kobyłka, która na torach dostała zapalenia płuc i dzieki czemu nigdy nie przyszło jej startować w gonitwach, trafiła w jej ręce za polisę otrzymaną po śmierci jej ojca ) .W ten sposób  zrealizowała swoje największe marzenie i kupiła właśnie tego konia. Miała ją 18 lat. Sytuacja materialna zmusiła ją do znalezienia jej dobrego domu po tych 18 latach utrzymywania i dbania o tą klacz.

Piękna 20 letnia klacz pełnej krwi jednak do Nas nie dojechała . Sama właścicielka owszem .

Tego dnia kiedy była u Nas z wizytą aby zobaczyć Naszą stajnię i miejsce gdzie jej klacz będzie mogła spędzić resztę swojego życia, zdarzyło się coś co całkowicie odmieniło sytuację jaką planowaliśmy. Do dnia dzisiejszego nie wiem co tak naprawdę się wtedy wydarzyło ale w zamian w prezencie za Naszą serdeczność i wyciągniętą rękę w kierunku pomocy  dla niej i jej konia, otrzymaliśmy innego konia -wnuka tej klaczy -4,5 letniego wałaszka Hagrida.

Do samego końca -nim konia nie zapakowałam do przyczepy nie mogłam uwierzyć ,że możliwe jest aby ktoś zupełnie mi obcy  zrealizował moje największe marzenie i kupił mi konia, na którego uważałam ,że nigdy nie będę mogła sobie pozwolić?? .. a jednak Haguś jest u Nas od 18 września 2011 roku i cieszy się pełnią zdrowia ,radości i miłości z Naszej strony.

To piekny ,szlachetny i wysoki koń rasy SP – w 3/4 folblut a w pozostałej części wielkopolak. Bardzo spokojny pod siodłem i niesamowity żebrak i przytulak..  Miłość mojego męża … i koń, który właściwie nadał cel Naszej ziemi i zapoczątkował plan zrobienia u Nas miejsca, do którego takie zwierzęta będą mogły trafić ..

Był pierwszym naszym adoptowanym zwierzęciem

SUOMI

Ta śliczna srokata kucka o imieniu Suomi trafiła do Nas w sierpniu 2011 roku jako 5 miesięczny źrebak.

To był mój pierwszy wymarzony koń w stylu indiańskim, którego miałam okazję uczyć wszystkiego od pierwszej chwili przybycia jej do Naszego Rancza. Kupiłam ją z jakieś małej hodowli pod Wejherowem wzamian za 2 tony owsa .

Jest to kucka bez pochodzenia, rasy koń mały, po ojcu rasy szetland i trochę większej matce .

Jest urokliwa ,przyjacielska i pełna psotliwości, choć potrafi też być bardzo cwana -jak to na kuca przystało  😉

Były chwile w Naszym wspólnym życiu, że trzeba było nauczyć ją i pokazać, kto rządzi .

Su jak to kuc ma skłonności do dominacji i jeżeli tylko ktoś czuje się trochę za słaby aby na nią krzyknąć kiedy trzeba, to Su przejmuje kontrolę nad otoczeniem 😉

Zdarza się dosyć rzadko ale… się zdarza 😀

Jest koniem mojej wnuczki.  Mam nadzieję że obie wiele się od siebie nauczą 😀